Kategorie: Wszystkie | Iudaica | Menażeria | Obyczajowka | Pasza | Remąt | Szmaty | Technikalia | Varsaviana
RSS
środa, 10 sierpnia 2011
London

Drogie dzieci, Ciocia Jehanette jest na tyle stara by pamiętać zamieszki w Mieście Aniołów. 

Gwoli edukacji młodzieży - w obu przypadkach sprawa zaczęła się od Afro.* posądzanego o konlikt z opresyjnym prawem. Pan King został pobity, pan Duggan - zastrzelony. 

Po obu wydarzeniach rodziny i przyjaciele ofiar (od razu uprzedzam, że nie oceniam i wypowiadam się, czy panowie byli winni, czy nie) zorganizowali pokojowe manifestacje - protesty przeciw brutalności policji. 

Niezależnie od tego, co podpowiada mi duszyczka wychowana na zdrowych, Hammurabijskich wzorcach, uważam że prawo to prawo i policja ma obowiązek być wzorcem. Wiecie- rozumiecie - qui custodiet ipsos custodes i takie tam. 

W obu przypadkach do pokojowych demonstracji przyłączyły się lokalne męty i chuliganeria, którzy uznali, że mają prawo wziąć odwet na społeczeństwie za prawdziwe i wyimaginowane krzywdy i mogą do woli palić, niszczyć, kraść i kaleczyć "wroga. 

Tym społeczeństwem były oczywiście iwil złe corporacje i cała masa nieszczęśników, którzy mieli pecha i ich sklepik czy knajpka stanęły na drodze Wolności Wiodącej Lud na Barykady. 

Ciocia pozwoli sobie w tym momencie wysłać Eksperymentalny Sygnał Nienawiści do gnojków, którzy uznali, że mogą sobie pozwolić na niszczenie dorobku życia biedaków, którzy nierzadko harowali po 12 godzin na dobę, aby zapewnić sobie byt bez obciążania państwa. 

Ciocia uważa albowiem, że nic nie usprawiedliwia spalenia knajpki prowadzonej przez Kurda, sklepiku z hinduskimi przyprawami czy wytwórni mebli, istniejącej od 150 lat. 

Jesli ktoś nazwie mnie teraz konformistką, z dumą uniosę to brzemię białego człowieka. 

23:52, jehanette.d.arc , Obyczajowka
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 lipca 2011
W remontowym stanie piszę sobie po ściane cz. III

Jak się już zalogowałam, to od razu machnę szybki wpisik, a co. 

Panowie skończyli nieco po terminie (acz zgodnie z ich obietnicą na Yule łazienka była). 

Podłoga z teku sprawdza się nieźle, acz w trakcie olejowania smród podnosi się pod niebiosy. 

Szafka pod umywalką niestety jest niska, więc są problemy z utykaniem w niej środków czystości. 

Baterie i spłuczka sprawują się (odpukać) całkiem nieźle, choć niestety mało sprytnie zarysowałam zmywakiem chrom na kranie umywalkowym. Teraz mam glut czyszczący, który rewelacyjnie czyści z kamienia przy urzyciu gąbki - dziękujemy Ci Dr Beckmannie za "250 ml - pianka do stali nierdzewnej"

Umywalka i muszla niestety dowodzą, że projektowanie sanitariatów to inżynieria, a sztuka to kwestia drugorzędna. 

I tak toaleta bardzo łatwo się brudzi, a gdy panowie opłukali narzędzia z tynku i wlali do niej wodę, z płatkami farby i piachem, zafundowali mi tym samym możliwość ręcznego wybrania osadu. W starej muszli wszystko szło w kanalizację. 

Umywalkę źle wyprofilowano i woda gromadzi się zarówno na półeczce do ustawiania mydła, jak i w samej misce. 

Niewątpliwie łazienka wygląda znacznie lepiej i nawet upierdliwa umywalka jest lepsza niż brak umywalki. 

W dodatku nie cierpię już na lekką paranoję, że jak nie zakręce zaworów*), to po powrocie zastanę potop szwedzki i sowiecki oraz kolejkę sąsiadów z roszczeniami. 

Na zakończenie epopei z tego miejsca pragnę przeprosić wszystkich za usunięcie ich ulubionej szafki łazienkowej. 

Niedługo planujemy też remont przedpokoju, więc stay tuned!

*) a zakręcenie zaworów nie urwie rury

16:21, jehanette.d.arc , Remąt
Link Komentarze (1) »
Odpowiedź, która przerodziła się w nocię

@ Szprota

"Zakładam, że chodzi tutaj o sytuację, w której nie tyle mieć znaczy więcej niż być (bo jeśli połączymy to z rodziną o niewielkim dochodzie, to narracja o wartościach mieć czy być jest arogancka), co sposobem na akceptację grupy rówieśniczej jest pewne minimum materialne"
Myślę, że niewiele z tych dziewczyn prostytuuje sie bo brak im na jedzenie (mam na myśli polskie warunki i polskie nastolatki). 
Nie przypuszczam (chociaż oczywiście uprawiam teraz mniemanologię stosowaną) żeby przeciętna gimnazjalistka idąca do samochodu z bkś'em*, za otrzymane pieniądze kupiła jedzenie czy węgiel na zime. 
Wystarczy popatrzeć na oferty - doładowanie do telefonu itp. 

Darowałabym sobie myślenie o arogancji.

Przyklaskuję Szprociej opinii, ze dziewczynom chodzi o akceptację grupy rowieśniczej, ale dodałabym, że chodzi też o akceptację samej siebie i zaspokojenie własnych potrzeb posiadania czegoś ładnego. 

Dziecięciem będąc żyłam w inteligenckiej rodzinie czasów PRyLa i najoględniej mówiąc, nie przelewało nam się. 

Kiedy za uzbierane pieniądze kupiłam sobie turkusową bluzkę z panterą, pierwszą od dawna nową rzeczą, bylam przeszczęśliwa. Nie chodziło mi wcale o to, że komuś ta bluzka się spodoba, ale że ją mogę na siebie założyć i jest piękna i moja. 

W pewnym momencie dzięki paczkom od znajomych ze Szwecji z najgorzej ubranego dzieciaka w klasie stałam sie jednym z lepiej wygladających. Sprawiło mi to oczywiście frajdę, ale bardziej smyrało mnie, że mam ładne rzeczy, a nie że koleżanki mi zazdroszczą. 

Jestem w stanie zrozumieć (nie mówię, że w jakikolwiek sposób akceptuję takie zachowanie), że jakaś biedna smarkula chce mieć telefon, bluzke z Haendema i aby zdobyć pieniądze, sięga po najprostsze dostępne źródło. 

Potrzeba przynależności do grupy, bycia lubianym, zadowolenie z siebie to bardzo silne uczucia. 

@Szprota

"Idąc dalej, można się zastanawiać, na ile rzeczona potrzeba akceptacji jest w pierwszej kolejności zaspokajana w domu. Moim zdaniem – nie jest, bo nastolatek w tym wieku, jakkolwiek znajduje głównie pod wpływem rówieśników, nadal potrzebuje zdrowych i bliskich relacji z domownikami (innymi słowy czas na dramatyczne pytanie GDZIE BYLI RODZICE)."

Rodzice (a szerzej - ludzie) maja rewelacyjną zdolność niezauważania wielu rzeczy, przy jednoczesnym wypatrywaniu mniej istotnych szczegółów. 

Kobieta, której mąż od wielu lat wspołżył z ich córką jakoś nic nie zauważała, mimo iż mieszkali w dwupokojowym mieszkaniu. Nie wiedziała nic dziwnego w tym, że ojciec śpi z dzieckiem, a nie z nią. 

Kiedy mówiłam w domu, że narkotyki to zagrożenie, matka stwierdzała, że na pewno żaden z jej synków nie zrobi nic złego. Jestem pewna, że jakbym odkryła u młodego dziury w żyłach, to znalazło by się jakieś świetne, neutralne wyjaśnienie tego faktu. 

Smarkata zawsze wyjaśni, że idzie nocować u Olivii, nową bluzkę pożyczyła od Nikoli i trudno jest to zweryfikować. 

W bogatszych i "lepszych" rodzinach często wystarcza, że dzieciak posprząta mieszkanie, wyjdzie z psem i ma dobre oceny, żeby zupełnie nie wnikać w jego życie. 

@ Szprota

"Fałszywie rozumianej nowoczesności rozszyfrować jednak nie mogę: czy chodzi tutaj o mniej pruderyjne podejście do erotyki? To faktycznie w połączeniu z dość nieuporządkowaną wiedzą o własnej seksualności może dać smutne efekty. "

Myślę, że tak. 

Zamknięte społeczności kontrolujące swych członków (tak jak pan w pieluszce ze wstępu) znacząco utrudniały rozwój takich patologii jak prostytucja nieletnich. 

Silne zasady, kontrola, pruderia i ostracyzm społeczny spotykający "nierządnice" powodowały, że spotkanie w anonimowym domu handlowym wiekszości nie mieściło się w głowie. 

Rzecz jasna dotyczyło to tylko dziewczyn ze wsi i małych miasteczek (ale tylko tych, które tam mieszkały) i z tzw. dobrych domów. Córka robotnika czy chłopa mogła trafić do burdelu nawet w wieku 12 lat i ani klientom, ani burdelmamie, ani służbom porządkowym to nie przeszkadzało. 

Poza tym mamy większe możliwości techniczne - dziewczęciu z Tłuszcza wystarczy wsiąść w pociąg i tramwaj, żeby znaleźć się w miejscu, gdzie prawdopodobnie nie spotka nikogo znajomego. 

Moja ciotka, osoba jak na swój wiek dosyć bezpruderyjna mówiła, że choć chęci miała, to jedyne co robiło się wtedy z chłopakami to namiętne całowanie. 

Dziewczynę, o której mówiono że robiła coś więcej, traktowano jako osobę upadłą.

Pamiętam lekturę "Filipinki" gdzie redakcja w listach odpowiadała, że chłopakowi nie wolno dawać "dowodu miłości" i poruszano inne tematy niż wybór błyszczyków i jak zainteresować chłopaka naszymi wdziękami. 

Podejrzewam, że w większości przypadków grupa rówieśnicza nie potępia prostytucji (może tylko mniej akceptuje się homoseksualną), bo widzą takie zachowania w życiu. 

*) BKŚ - biurowa klasa średnia

15:59, jehanette.d.arc , Obyczajowka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 listopada 2010
Połamię sobie tabu, bo co mi to szkodzi

Notkę należy czytać na własne ryzyko. 

Nasza kultura (przez słowo kultura rozumiem zbieraną przez ludzkość sumę doświadczeń, przesądów, zwyczajów i rytuałów) nagromadziła całą masę dziwnych wierzeń, które weszły do kanonu zachowań umożliwiajacych nam stosunkowo bezbolesne funkcjonowanie w społeczności. 

Jedno z najważniejszych tabu, wyłażące z mitów sumeryjskich, machające łapką z pism Starego Testamentu czy Koranu i którego przestrzegają nawet reklamy to tabu związane z nieczystością krwi, w szczególności krwi miesięcznej. 

Posiada ono całkiem sensowne wytłumaczenie - mięso z krwią znacznie szybciej się psuje i łatwiej o zatrucie, często śmiertelne.

Wyjaśnienie jest banalne - krew to rewelacyjna pożywka dla bakterii gnilnych; gdy przetrzyma się ją w temperaturze ludzkiego ciała, już po kilku godzinach można poczuć charakterystyczny zapach gnijącego mięsa.

Nieusuwanie posoki na zewnątrz ciała spowodowało zresztą kilka zejść śmiertelnych, spowodanych superchłonnymi tamponami. 

Co z tego wynika? Otóż wbrew wrzaskom fanek powrotu do natury i afirmacji menstruacji prawa wykluczające miesiączkujące kobiety paradoksalnie je chroniły. 

Złuszczająca się śluzówka powoduje, że macica staje się szeroko otwartymi wrotami do zakażenia. Zakaz kopulacji w tym okresie chronił kobietę przed chorobami przenoszonymi drogą płciową i drobnoustrojami z ciała mężczyzny. 

Zakaz przyrządzania potraw pozwalał uniknąć przeniesienia drobnoustrojów z krwi do jedzenia. 

Takie samo tabu chroniło kobietę po porodzie. Jej ciało miało szanse dzięki temu uniknąć infekcji i posłużyć trochę dłużej właścicielce. 

W tym miejscu wychodzi nam naprzeciw kampania portalu filuteria i waginy, krzycząca radośnie "menstruacja jest cudowna, epatujmy tamponem, pokażmy go naszemu facetowi, nośmy broszkę ze szczęśliwą maciczką". Napiszmy wierszyk, namalujmy obraz! 

Rzecz cała IMHO jest próbą wykopania wahadła w drugą stronę - było brzydkie i brudne, zróbmy piękne i czyste. Upublicznijmy nasz okres spódniczką w tampony i bluzką w macice! Bedzie bosko! 

Próba stwierdzenia, że miesiączkowanie jest mniej więcej tak piękne i czyste jak defekacja powoduje wściekły atak, że jak śmie się porównywać krew do kału czy moczu. 

Ja ciągle jednak czekam i mam nadzieję, że cały proces uda się sprowadzić do banalnej fizjologii, bez ukrywania i bez epatowania. Liczę na to, że nieszczęsna podpaska czy tampon powróca do roli środka higienicznego takiego jak patyczek do uszu czy papier toaletowy, a nie sztandaru w walce o wyzwolenie kobiety. 

00:12, jehanette.d.arc , Obyczajowka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 listopada 2010
W remontowym stanie piszę sobie po ściane cz. II

Niestety, dalej było ciut gorzej. 

Na plus zasługuje miły pan Dariusz z punktu 133 na Bartyckiej 24/26, który dogadał się błyskawicznie z panu Piotrusiu i już pięć minut później staliśmy się właścicielami "Geberytu" czyli spłuczki podtynkowej, miski i deski, które czekały w umówionym terminie. 

Drugi miły punkt to sklep Atut (mieszczący się w tej samej alejce) - szafka i umywalka także czekały zgodnie z obietnicą. 

Dalej niestety było gorzej. Sklep 123Master, który jako jedyny oferował wanny Roca w terminie tygodnia a nie trzech był miły i profesjonalny do czasu, gdy nie zapłaciłam za zamówienie. 

Poźniej okazało się, że wybranie numeru telefonu i poinformowanie mnie o opóźnieniu w dostawie przerosło obsługę, dostawa z wniesieniem okazała się być "z robieniem  wielkiej łaski, że wstawimy do windy". Najlepsze zaś były nóżki, a jakże, oryginalne Roca'i. Okazało się, że w pudełku owszem, znajdują się  cztery sztuki, tyle że dwie po 10cm, dwie po 30 cm. 

Dzięki temu spędziliśmy dwa dni bez wanny, bo obsługa działała niemrawo jak rzadko, a remont miał kolejne dwa dni obsuwy.

Następny był pan od parkietów na Kłobuckiej. Ja go w sumie trochę rozumiem, bo nasze 4m2 teku to naprawde małe zamówienie w porównaniu ze stu metrami czarnego dębu, ale niesmak pozostał. Nauczona doświadczeniem dzwoniłam co dwa dni i już z tygodniową obsuwą udało nam się odebrać zamówienie (pan chyba się zresztą poczuł, bo zamiast wetknąć nam 5 litrów oleju, który byśmy w większości wywalili i tyleż samo gruntu poprosił o przyjście ze słoikiem i nam odlał mniejszą ilość). 

Szczytem niestety okazał się być Eurobest - firma dystrybuująca luksusowe wyroby łazienkowe. Ja rozumiem, że są obsuwy, zamówiłam nietypowy produkt, ale na litość Latającego Potwora Spaghetti, jeśli firma mówi mi "bateria będzie w czwartek, zadzwonimy" albo to bateria ma czekać na mnie, albo mam dostać telefon "przepraszamy bardzo, niestety jeszcze dwa dni nam zleci". 

Mam wrażenie, że potraktowano mnie poważnie dopiero gdy wydarłam się na handlowca i napisałam wsciekly email, w każdym razie jest, mam, trzymam moją kochaną hansgrohe Talis E2!

01:28, jehanette.d.arc , Remąt
Link Dodaj komentarz »
W remontowym stanie piszę sobie po ściane cz. I

Po wyczynach wybitnych specjalistów d/s wymiany wodomierzy postanowiliśmy dokonać remontu łazienki. 

Zbieraliśmy się do tego jak pies do kija, m.in. z braku środków i zaufanej ekipy. 

Ekipę załatwił nam nasz ukochany sąsiad, drukarz, alkoholik i historyk amator w jednej osobie. Oświadczył mi, że sssa Piotrka to on ręczy lefffym jajem i szszsze to on zassssfoni i nasss umóffi.

Umówił.

Panu Piotrusiu strasznie skrytykowału pomysły moje i pani architekt z salonu Koła i roztoczyłu wizję żeliwnej wanny i podwieszanego sedesu. Skrytykowału też ideę umywalkowej baterii z bidetką, ale tu uknułam zdradę. 

W lutym zdecydowaliśmy się na październik i oto 5 października panu Piotrusiu przylazłu dopytać co kupiliśmy, a następnie oświadczyłu, że onu może zacząć za tydzień. 

Radośnie stwierdziliśmy, że tak właściwie to nic nie kupiliśmy, bo po prawdzie nie wiedzieliśmy co zakupić. 

Panu Piotrusiu popatrzyłu na nas z mieszanką zgrozy i politowania, a następnie zaczełu tłumaczyć ile, czego i gdzie. 

Nie do końca zgadzało się to z ustaleniami z lutego, ale nic to. W trakcie rozmowy okazało się, że podłoga z teku którą odrzuciliśmy na zasadzie "ładne ale nas nie stać i ona w ogóle szpetna jest" leży w granicach naszych możliwości. 

Podsumowując; dostaliśmy zadanie zdobycia teku i żeliwnej wanny, bo wszystko pozostałe wydawało się łatwe do kupienia. 

Zaczął się wtedy nowy rozdział w naszym życiu - polowanie na wyposażenie które spodoba się nam obojgu i nie będzie kosztowało majątku. 

Większość produktów wnętrzarskich niestety świetnie pasuje do wyobrażeń małego Jasia o wytwornej rezydencji, a wyraźną inspirację stanowiła Dynastia i inne Marie Ceraty. 

Kafelki, które nie przerażały ceną ani wyglądem znaleźliśmy dosyć szybko, ale były to jedyne kafelki z kilkunastu sklepów jakie zwiedzaliśmy. Niestety dekory odpadły w przedbiegach ze względu na wiadro pazłotki, którą hojnie szafował projektant. 

W poniewczasie okazało się, że płytki kryją w sobie podstęp - niewielka asymetria spowodowala, że panowie musieli obtłuc siedem położonych kafelków. 

Z zakupem sprawa przebiegła bez problemów, Leroy-Merlin stanął na wysokości zadania, wszystko przebiegło terminowo i sprawnie, nie było problemów z kontaktem. 

01:06, jehanette.d.arc , Remąt
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 kwietnia 2010
Narodowa choroba dwubiegunowa
Jak to mówią - człowiek czasem musi, bo się udusi, więc aby się nie udusić - se coś napiszę.
W sobotę zdarzyła się nam tragedia. Samolot z dziewięćdziesięcioma sześcioma osobami, mniej lub bardziej ważnymi dla struktur państwa i życia społeczego, zmienił się kupę poskręcanego, płonącego złomu.
Wśród nich był nasz prezydent i Pierwsza Dama, dowódcy wszelkich formacji wojskowych, marszałkowie, posłowie, rodziny katyńskie, pracownicy BOR i załoga.
Kiedy usłyszałam o wypadku, myślałam że to jakiś cholerny żart. Kiedy okazało się, że nie, wysłuchałam listy nazwisk, część była mi obojętna, kilka spowodowało, że sie poryczałam.
Przez całą sobotę słuchaliśmy wiadomości, może coś podadzą, może powiedzą.
W niedzielę nie mogłam się skupić na niczym, siedziałam tępo patrząc w monitor, czasem z kimś gadałam, ale jednocześnie miałam niesamowite uczucie, że wreszcie mieszkam w normalnym kraju, gdzie coś działa, mamy procedury, które wprawdzie nie zwrócą ludziom życia, ale dały mi poczucie bezpieczeństwa.

Ktoś pełni obowiązki prezydenta, w strukturach wojskowych nastąpiło przejęcie obowiązków przez zastępców, tu wejście posłów z list, wybory uzupełniające do senatu, wszystko działa.
Miałam takie samo ciepłe uczucie normalności, gdy błyskawicznie zadziałały procedury w Rosji, dwustronna komisja badania wypadków lotniczych współpracuje z Rosjanami, Rosjanie idą nam na rękę, trwają prace.

Autentycznie się wzruszyłam, kiedy widziałam zwykłych ludzi w Moskwie, którzy kładli kwiaty pod polską ambasadą.

Jak się jednak okazało już następnego dnia, czar prysł.
Zaczęłam czytać wywiady i newsy prasowe. Ludzie w większości pisali wspomnienia, ale w prasie prawicowej zaczęły coraz częściej pojawiać się wpisy o hipokryzji, krokodylich łzach, spisku rosyjskim, mesjaniźmie, kwiecie narodu, przeklętym Katyniu.

Szczerze mówiąc, nie zmieniłam zdania o prezydenturze Kaczyńskiego.
Uważam, że w trosce o powagę urzędu i Polski rzucał się wymachiwać szabelką, co powodowało, że nawet odważne gesty nabierały rysu śmieszności.
W nielicznych chwilach, gdy udawało mu się zachować z jednej strony godnie, a z drugiej inteligentnie dawały mi każdorazowo nadzieję, że może będzie lepiej, ale potem następował kolejny zgrzyt.
Nie mogę mu darować, że czasem swój honor przedkładał nad interes Polski.
Głupio mi było, bo czuje się wyjątkowo niekomfortowo, gdy mój zwierzchnik zachowuje się tak, że nie jestem w stanie go szanować.

Nigdy nie życzyłam mu śmierci.
A tu mi jakiś koleś zaczyna wmawiać, że mam wyp... ze wspólnoty, bo nie jestem katoliczką i nie głosowałam na Kaczyńskiego.
Potem nadeszła fala teorii spiskowych, oddolnych propozycji spania w czarnej piżamie, wrzuć awatar ze wstążeczką.

W przerwie trafiła nam się homilia biskupa przemyskiego. Nie wiem co na to reszta mojej rodziny, ale mnie zalała krew gdy usłyszałam, jak to dobrze by było, gdyby wypadek trafił się Tuskowi i że oficerowie mordowani w Katyniu byli niczym abortowane płody.

Dzisiaj trafiła się kompletnie absurdalna propozycja pochowania Kaczyńskich na Wawelu, na którą chyba wyrażono już zgodę.
Uważam, że należy im się godne miejsce pochówku, bo to prezydent był. Powązki, albo katedra św. Jana w Warszawie były dla mnie naturalnym wyborem.
Tak mam wrażenie, że zostali dokwaterowani do Piłsudskiego, bo miał nadmetraż.

Abp Dziwisz byl ogromnie zdumiony, że zasypywanie kwiatami karawanu wiozącego Marię nie było jednoznaczne ze zgodą na Wawel.
W tej chwili swoją "genialną" propozycją (wyrażoną chyba z dobrej woli) udało mu się kompletnie poróżnić cały naród.
Osoby, które w sobotę - niedzielę opierniczały za niegodne zachowanie, stwierdziły że zrobiono z nich pożytecznych idiotów w walce o władzę.

W mojej matce - korporacji mamy pełne spektrum poglądów, od ultrakatolików - korwinistów, przez fanów PiS, Platformy do ultra tolerancyjnej lewicy. Jedno nas łączy - zbiorowa niezgoda na ten pomysł.
Przejście od totalnej depresji do stanu manii były jak widać krótkie.

A ja chce żyć w normalnym kraju, gdzie w pochodzie za trumną mogą iść wszyscy, niezależnie od głupich dowcipów opowiadanych przez jedną czy drugą stronę za życia nieboszczyka.
Nie chcę, żeby ktokolwiek miał prawo mówić mi co czuję lub zakazywać mi jakichś uczuć.
Chcę, żeby nie robiono z ludzi świętych i nie stawiano im pierdyliardów pomników, starannie brązując posągi.
Chcę, żebyśmy mogli opłakiwać lub nie opłakiwać zmarłych, bez wyśmiewania się lub nakazów.

Chcę, żeby było normalnie...
02:50, jehanette.d.arc
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2009
Wykluczeni - zakluczeni

Kolejny ciekawy problem z cyklu "Polska i świat współczesny" opisano kilka dni temu w Gazecie.

Artykuł opisuje pana Marka, który uznał, że mieszkanie na trzecim piętrze stanowi dla niego problem (amputowane nogi) w związku z czym zamieszkał na podwórku na Grójeckiej.

Jak łatwo się domyślić pan śmierdzi. Można domniemywać także, że pan defekuje także na miejscu i jako że "kopci jak smok", gama aromatów staje się pełna.

Mieszkańcom to co nieco przeszkadza, więc co jakiś czas próbują się delikwenta pozbyć.

Służby nic nie mogą z tym samym faktem zrobić, pan odmawia udania się do swojego mieszkania lub noclegowni i kółko się zamyka, tym bardziej że pan poza forsą na papierosy nic mu nie trzeba.

Jako że ciekawi mnie "głos ludu" przeczytałam sobie komentarze na forum.

Było kilka głosów "biedny pan", kilka wypowiedzi politycznych, no i "wypowiedzi przeciw wykluczeniu".

No i tak se myślę, że w oczach wielu ludzi wykluczanie różnych grup społecznych to grzech śmiertelny, godzien napiętnowania i ukrzyżowania wykluczających.

Nad takimi jednostkami należy się pochylać, troszczyć, gładzić po główce i integrować ze zdrową społecznością, nawet kosztem społeczności. Mam poważne podejrzenia, że takie wpisy generują jednostki mieszkające na zamkniętych, strzeżonych osiedlach, które menela widzą przez okno taksówki.

Nie dociera do nich, że mieszkańcy bloku mogą nie być zachwyceni faktem, że ktoś swoją "wolność osobistą" realizuje znosząc tony śmieci, myląc sedes z wanną czy klatką schodową i upijając się demoluje wspólne dobro.

Podobne głosy słychać przy edukacji integracyjnej posuniętej do absurdu*, gdzie potrzeby edukacyjne jednego dziecka, np. z ADHD (prawdziwym lub wymyślonym) wygrywają z potrzebami pozostałej dwudziestki czy trzydziestki dzieciaków bitych przez agresywnego dzieciaka z poczuciem bezkarności.**

Efekty takiej urawniłowki są opłakane - w przeważającej większości przypadków menele*** nie staną się członkami wspólnoty, bo mają ją głęboko w rzyci, ale niszcząc, brudząc i pijąc obniżają poziom życia innych, a często też zagrażają ich bezpieczeństwu latając w delirce z nożem czy też podpalając budynek z zemsty.

Podnosi się oczywiście wrzask, że menela nie można wykluczyć, eksmitując do betonowego baraku z wspólnym kiblem i kuchnią, nie myśląc o tym, że za kilka lat być może do eksmisji będzie się kwalifikować pół bloku.

Po pożarze w Kamieniu Pomorskim widać, że zapewnianie takim jednostkom miejsca wśród ludzi może i ubogich, ale spokojnych też nie jest rozwiązaniem.

O ile popieram akcje edukacyjne skierowane do zdolnych smarkaczy z biednych rodzin, o tyle za całkowicie bezsensowne uważam dofinansowywanie bydła, które całą energię wkłada w zdobycie środków na kolejną libację.

Powiedzmy sobie szczerze - takie osoby wykluczają się same.

Społeczeństwo czy państwo nie jest w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich swoich członków - podoba mi się tu Deklaracja Niepodległości USA, głosząca że "We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal, that they are endowed by their Creator with certain unalienable Rights, that among these are Life, Liberty and the pursuit of Happiness", nie gwarantując nigdzie owej "Happiness".

Jeśli ktoś nie przestrzegając norm społecznych zakłóca spokój swych bliźnich i zagraża ich bezpieczeństwu, lokalna wspólnota powinna mieć prawo w uzasadnionych przypadkach takiej jednostki się pozbyć na drodze sądowej.

Czasem wykluczenie jest konieczne, by poświęcając jednego żula ocalić ludzi "normalnych" przed pójściem w jego ślady.

Oczywiście każdorazowo postawienie takiej tezy sprowadza dyskusję do absurdu, bo zaraz podnosi się krzyk o wykluczaniu chorych, brzydkich i innych, więc powoli mi się odechciewa dyskusji.

Pozostaje tylko życzyć "obrońcom uciśnionych", żeby kontakt z życiem wyleczył ich z naiwnych złudzeń bez wiekszych strat.

No ale socjalistów i dziennikarzy Faktu nie przekonasz...

*) W odróżnieniu od Janusza Korwin-Mikkego jestem jak najbardziej za integracją niesłyszących lub niedosłyszących, na wózkach itp. mieszczących się w normie rozwoju intelektualnego i nie wykazujących zaburzeń charakteru.
Oczywiście jeśli dziecko wymaga pomocy, konieczne jest wsparcie dodatkowego opiekuna lub nauczyciela, tak by nauczyciel "główny" nie poświęcał całej uwagi jednej osobie kosztem reszty.

**) Bo ja mam papiery na ADHD i co mi zrobicie?

***) Kontakt z takowym menelstwem miałam osobiście i pamiętam jak rzeczy które dostawali dla dzieci po dwóch założeniach lądowały w śmietniku bo siedzącym cały dzień w domu paniom i panom nie chciało się ich wyprać (albo nawet ruszyć zad i poprosić nas o przepranie w pralce).

Jedyne co ich interesowało to środki na kolejną flaszkę, po wypiciu której szajba im odbijała - o mało co nie wykończyli sąsiadki wyrzucając przez okno telewizor, zabili chomiki itp. Dzieci służyły im jako źródło zasiłków - Pani Lila oświadczyła, że jak jej jedno zabiorą, to zmajstruje se drugie, żeby mieć z czego żyć.

02:37, jehanette.d.arc
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 stycznia 2009
Choćby o jednym oku, byleby w tym roku

Ludzkość jako zjawisko nie przestaje mnie fascynować.

Z turpistycznym zachwytem śledzę przejawy ludzkiej bezmyślności, którymi karmią nas gazety.

Wśród moich ulubieńców jest facet, któremu wjechało się do jeziora bo go tak dżipies poprowadził, ciołek z lubelskiego, który parkując swoją gablotę zablokował skutecznie ruch tramwajów na kilka godzin, rozliczne panie, orientujące się że są w ciąży w chwili porodu, pan udający stolik - słowem mówiąc - same smaczki.

Czasem jednak mój wątły, kobiecy umysł czyta doniesienia prasowe z rosnącym niedowierzaniem.

A to pani pochowa maleństwa w beczkach po kapuście, bo mąż nie chciał więcej dzieci, a to córunia zamknie zezwłok tatusia, żeby pobierać jego emeryturę, a to zamiast na chemioterapię ktoś idzie do wróżki i znachora.

Zastanawia mnie to, bowiem zdaje sie mamy wiek XXI, który miał być epoką światłego rozsądku, nowoczesności itepede.

Nie jestem w stanie pojąć niewiasty, która pozwalała, by ukochany mężunio prał i lał ją i dzieciaki oraz katował zwierzęta. Znałam podobny casus z życia - dzieciaki sikały do łóżek ze strachu, nie raz i nie dwa sąsiadka wiała przez okno (na szczęście to był parter) przed pięściami pana domu.

Co kieruje kretynkami, które dają się katować?

Jakaś chora miłość? Strach? Jak baba sama lubi dostać od męża lanie, to o ile potem nie jest leczona za swoje, to w sumie jej sprawa, ale czy one nie myślą o dzieciach?

Niejaki Morfeusz, lekarz z SORu wspominał kobietę, która z uporem maniaka tłumaczyła, że spadła ze schodów, a bez jej skargi nie można było wszcząć postępowania.

Zastanawiam sie, czy takich kretynek nie można by karać za współsprawstwo - w końcu zaniechując złożenia skargi narażały swoje dzieciaki na utratę zdrowia lub życia?

Nurtuje mnie też co robiła opieka społeczna.

Od odbierania dzieciaków rodzicom, którzy nie mają bieżącej wody i wymaganej przestrzeni, za to szczerze kochają pomiot i troskliwie się nim opiekują to są pierwsi, ale interwencje w poważnych sprawach idą im jak widać znacząco gorzej.

Może by urzędników żyjących jak pączuszki w maśle po MOPSach też postawić przed sądem?

Jakby jedna z drugim wylecieli z roboty, to może by tak ruszyli zady i popatrzyli, gdzie są naprawdę potrzebni.

Ciekawi mnie też co na to szkoła? Sąsiedzi pewnie woleli się nie wtrącać, ale nauczyciele powinni zorientować się, że coś jest nie tak.

Inna sprawa, że facet dostanie pewnie ze trzy lata i po wyjściu utłucze ukochaną małżonkę, że go tak urządziła, albo zacznie jej skamleć, że on się zmienił i ją kocha, będzie ją nosił na rękach i całował po piętach.

Do pierwszej półlitrówki.

18:01, jehanette.d.arc
Link Komentarze (1) »
środa, 07 stycznia 2009
Poglądy dzielimy na słuszne i niesłuszne

W imię triumfu tolerancji i miłości przedstawicieli poglądów niesłusznych należy skopać lub zabić, a co najmniej odebrać im możliwość wypowiedzi.

Aby zaś nasz świat był piękny i wspaniały, należy usunąć z pola widzenia pięknej większości brzydkich chorych, a na ich miejsce dać puchate zwierzątka.

01:50, jehanette.d.arc
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Skopiuj CSS