|
Silva rerum
Blog > Komentarze do wpisu
Wykluczeni - zakluczeni
Kolejny ciekawy problem z cyklu "Polska i świat współczesny" opisano kilka dni temu w Gazecie. Artykuł opisuje pana Marka, który uznał, że mieszkanie na trzecim piętrze stanowi dla niego problem (amputowane nogi) w związku z czym zamieszkał na podwórku na Grójeckiej. Jak łatwo się domyślić pan śmierdzi. Można domniemywać także, że pan defekuje także na miejscu i jako że "kopci jak smok", gama aromatów staje się pełna. Mieszkańcom to co nieco przeszkadza, więc co jakiś czas próbują się delikwenta pozbyć. Służby nic nie mogą z tym samym faktem zrobić, pan odmawia udania się do swojego mieszkania lub noclegowni i kółko się zamyka, tym bardziej że pan poza forsą na papierosy nic mu nie trzeba. Jako że ciekawi mnie "głos ludu" przeczytałam sobie komentarze na forum. Było kilka głosów "biedny pan", kilka wypowiedzi politycznych, no i "wypowiedzi przeciw wykluczeniu". No i tak se myślę, że w oczach wielu ludzi wykluczanie różnych grup społecznych to grzech śmiertelny, godzien napiętnowania i ukrzyżowania wykluczających. Nad takimi jednostkami należy się pochylać, troszczyć, gładzić po główce i integrować ze zdrową społecznością, nawet kosztem społeczności. Mam poważne podejrzenia, że takie wpisy generują jednostki mieszkające na zamkniętych, strzeżonych osiedlach, które menela widzą przez okno taksówki. Nie dociera do nich, że mieszkańcy bloku mogą nie być zachwyceni faktem, że ktoś swoją "wolność osobistą" realizuje znosząc tony śmieci, myląc sedes z wanną czy klatką schodową i upijając się demoluje wspólne dobro. Podobne głosy słychać przy edukacji integracyjnej posuniętej do absurdu*, gdzie potrzeby edukacyjne jednego dziecka, np. z ADHD (prawdziwym lub wymyślonym) wygrywają z potrzebami pozostałej dwudziestki czy trzydziestki dzieciaków bitych przez agresywnego dzieciaka z poczuciem bezkarności.** Efekty takiej urawniłowki są opłakane - w przeważającej większości przypadków menele*** nie staną się członkami wspólnoty, bo mają ją głęboko w rzyci, ale niszcząc, brudząc i pijąc obniżają poziom życia innych, a często też zagrażają ich bezpieczeństwu latając w delirce z nożem czy też podpalając budynek z zemsty. Podnosi się oczywiście wrzask, że menela nie można wykluczyć, eksmitując do betonowego baraku z wspólnym kiblem i kuchnią, nie myśląc o tym, że za kilka lat być może do eksmisji będzie się kwalifikować pół bloku. Po pożarze w Kamieniu Pomorskim widać, że zapewnianie takim jednostkom miejsca wśród ludzi może i ubogich, ale spokojnych też nie jest rozwiązaniem. O ile popieram akcje edukacyjne skierowane do zdolnych smarkaczy z biednych rodzin, o tyle za całkowicie bezsensowne uważam dofinansowywanie bydła, które całą energię wkłada w zdobycie środków na kolejną libację. Powiedzmy sobie szczerze - takie osoby wykluczają się same. Społeczeństwo czy państwo nie jest w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich swoich członków - podoba mi się tu Deklaracja Niepodległości USA, głosząca że "We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal, that they are endowed by their Creator with certain unalienable Rights, that among these are Life, Liberty and the pursuit of Happiness", nie gwarantując nigdzie owej "Happiness". Jeśli ktoś nie przestrzegając norm społecznych zakłóca spokój swych bliźnich i zagraża ich bezpieczeństwu, lokalna wspólnota powinna mieć prawo w uzasadnionych przypadkach takiej jednostki się pozbyć na drodze sądowej. Czasem wykluczenie jest konieczne, by poświęcając jednego żula ocalić ludzi "normalnych" przed pójściem w jego ślady. Oczywiście każdorazowo postawienie takiej tezy sprowadza dyskusję do absurdu, bo zaraz podnosi się krzyk o wykluczaniu chorych, brzydkich i innych, więc powoli mi się odechciewa dyskusji. Pozostaje tylko życzyć "obrońcom uciśnionych", żeby kontakt z życiem wyleczył ich z naiwnych złudzeń bez wiekszych strat. No ale socjalistów i dziennikarzy Faktu nie przekonasz... *) W odróżnieniu od Janusza Korwin-Mikkego jestem jak najbardziej za integracją niesłyszących lub niedosłyszących, na wózkach itp. mieszczących się w normie rozwoju intelektualnego i nie wykazujących zaburzeń charakteru. **) Bo ja mam papiery na ADHD i co mi zrobicie? ***) Kontakt z takowym menelstwem miałam osobiście i pamiętam jak rzeczy które dostawali dla dzieci po dwóch założeniach lądowały w śmietniku bo siedzącym cały dzień w domu paniom i panom nie chciało się ich wyprać (albo nawet ruszyć zad i poprosić nas o przepranie w pralce). Jedyne co ich interesowało to środki na kolejną flaszkę, po wypiciu której szajba im odbijała - o mało co nie wykończyli sąsiadki wyrzucając przez okno telewizor, zabili chomiki itp. Dzieci służyły im jako źródło zasiłków - Pani Lila oświadczyła, że jak jej jedno zabiorą, to zmajstruje se drugie, żeby mieć z czego żyć. środa, 13 maja 2009, jehanette.d.arc
|
|